- Stoczniowcy z lat ‘70 umierają i będą umierać na międzybłoniaka
- Rak opłucnej jest okrutny - zawsze zabija
- Wystarczy kilka lat, aby zachorować na międzybłoniaka opłucnej
- Rodzinę Leszka łączyła wyjątkowa emocjonalna więź
- Nie da się opisać bólu rodziny po odejściu Leszka
- Taka rodzina zasługuje na szczególną ochronę prawną
- Wskazówki sądów, jak wyceniać zadośćuczynienie
- Sąd zasądza zadośćuczynienie - 120 tys. zł dla wdowy i po 60 tys. zł dla synów
- Wciąż można skutecznie dochodzić zadośćuczynienia od stoczni
- W kancelarii prawnej Solace pomagamy uzyskać zadośćuczynienie
W tym artykule:
Rodzina Leszka należała do wyjątkowych. To jedna z tych rodzin, gdzie rodzice i dzieci nie tylko się kochają, ale po prostu bardzo się lubią. Spędzają razem czas, odwiedzają się często, nawet pomimo tego, że synowie mają już swoje rodziny. Leszek i Jola oboje byli już na emeryturze i cieszyli się życiem. Spędzali razem dużo czasu – jeździli na zakupy i na wycieczki, opiekowali się wnukami, często gościli i dużo rozmawiali z synami. Leszek przez większość życia był cenionym stolarzem. Jednak w jego życiu miał miejsce mroczny epizod. Kilka lat pracował dla stoczni. Nikt się nie spodziewał, że ta praca była tykającą bombą z opóźnionym zapłonem. Wybuchła po 40 latach. Nie tylko zabrała życie Leszkowi, ale poraziła całą rodzinę. Międzybłoniak opłucnej spowodowany azbestozą to był wyrok. Ile powinno wynieść odszkodowanie za śmierć stoczniowca? Ile jeszcze takich rodzin ucierpiało lub ucierpi w najbliższym czasie?
Stoczniowcy z lat ‘70 umierają i będą umierać na międzybłoniaka
Historia Leszka i jego rodziny nie jest odosobniona. Na całym Pomorzu wiele jest rodzin, które w ostatnich 10 latach oraz prawdopodobnie jeszcze w ciągu najbliższych kolejnych 10 lat doświadczać będą traumy. Traumy spowodowanej tym, że ich mężowie, ojcowie, dziadkowie, umierają i będą umierać na międzybłoniaka.
Niestety istnieje tu nieubłagana statystyka. Okres, gdy pracownicy stoczni wdychali włókna azbestu, przypada na lata siedemdziemdziesiąte XX wieku. Dziś, po wielu procesach, opiniach biegłych i artykułach w mediach wiemy, że w tym czasie azbest nie był zakazany, a o zdrowie pracowników nie dbano w wystarczającym zakresie. Stężenia azbestu w powietrzu przekraczały maksymalne dopuszczalne stężenie kilkukrotnie. Wystarczyło kilka lat, nawet w krótkich okresach, kontaktu z tym materiałem, aby wniknął on do organizmu. Potem przez dziesięciolecia nic się nie działo. Ludzie trwali w nieświadomości wiodąc normalne życie. Jednak azbestoza jest jak mściwy gangster – nigdy nie zapomina i nie darowuje swoim ofiarom. Przychodzi i upomina się o nie po kilkudziesięciu latach. Bo dokładnie na tym polega ta choroba.
Wystarczy kilka lat, aby zachorować na międzybłoniaka opłucnej
Leszek otrzymał diagnozę w 2017 roku. Zmarł rok później. Jego odejście było ciosem dla całej rodziny. Choroba, na którą zachorował, nie ma bowiem litości – jest nieuleczalna.
Niewiarygodne w tej historii jest to, że Leszek pracował w stoczni łącznie zaledwie 7 lat w ciągu swojego 67-letniego życia. Dla porównania przez 20 lat prowadził własną działalność gospodarczą jako ceniony stolarz. Przez kilka lat był na emeryturze. Nigdy nie palił papierosów, nie chorował, nie leczył się przewlekle.
Rodzinę Leszka łączyła wyjątkowa emocjonalna więź
Leszka łączyła szczególna więź emocjonalna z rodziną. Ze wzajemnością przez całe życie kochał swoją żonę Jolę. Mieli razem dwóch synów – obecnie już dorosłych. Ojciec był dla synów autorytetem. Dawał im wsparcie. Ponieważ był stolarzem, doradzał synom przy budowie ich własnych domów. Pomagał im. Wykonywał dla nich stolarkę – między innymi schody i okna, pomagał przy wykończeniówce. Synowie byli bardzo zżyci z rodzicami. Zawsze wiedzieli, co się u nich dzieje, zawsze mogli liczyć na pomoc i radę ojca. Wspierali się wzajemnie w codziennych problemach, pomagali sobie we wszystkich sprawach, wozili rodziców do lekarza i na zakupy. Niejedna rodzina mogłaby pozazdrościć takich relacji.
Leszek z Jolą tworzyli zgodną parę i małżeństwo. Bardzo się kochali. Wspólnie spędzali cały wolny czas. Pomagali sobie wzajemnie, wspierali się w każdej sprawie. Razem jeździli na urlopy, razem robili zakupy, mieli wspólne konto w banku i konsultowali ze sobą wydatki. Łączyła ich szczególna więź duchowa i emocjonalna. Gdy oboje przeszli na emeryturę, wciąż zachowując życiowy wigor mieli wspólne plany. Chcieli podróżować i odpoczywać. Nie byli przecież starzy. Życie wciąż stawiało przed nimi nowe możliwości.
Nie da się opisać bólu rodziny po odejściu Leszka
Do dziś nikt nie może się z tym pogodzić. Brak jego obecności doskwiera tak, jakby człowiek utracił część swojego własnego ciała. Brakuje jego uśmiechu, ciepła, towarzystwa, dobrej rady. Wyrwa w rodzinie jest ogromna i nie da się jej niczym zasypać. Szczególnie w takiej rodzinie jak ta – połączonej ze sobą ponadprzeciętną więzią, zżytej, kochającej się, lojalnej. Na skutek śmierci Leszka zerwana została więź emocjonalna i rodzinna łącząca żonę i synów z mężem i ojcem. Tym, który za życia był im tak bardzo bliski i którego tak bardzo kochali.
Taka rodzina zasługuje na szczególną ochronę prawną
I prawo faktycznie ochrony takiej udziela. Więź rodzinna może bowiem zostać uznana za dobro osobiste członka rodziny zmarłego i jako takie podlega ochronie na podstawie art. 448 kodeksu cywilnego. Na tej podstawie prawnej można domagać się zadośćuczynienia za naruszenie dobra osobistego w postaci zerwania więzi rodzinnej.
W sprawie naszych klientów – wdowy po Leszku oraz jego synów – sąd obszernie wypowiedział się na temat tego szczególnego dobra – tj. więzi rodzinnej. Rzetelnie uzasadnił także, dlaczego i na jakich zasadach za naruszenie tego dobra powodom należy się zadośćuczynienie.
Przede wszystkim sąd podkreślił, że:
W doktrynie i judykaturze powszechnie przyjmuje się, iż więź emocjonalna łącząca osoby bliskie, członków rodziny, jest dobrem osobistym i podlega ochronie. […] Więzi te stanowią fundament prawidłowego funkcjonowania rodziny i podlegają ochronie prawnej.
Wskazuje się przy tym, iż w przypadku zadośćuczynienia chodzi o krzywdę ujmowaną jako cierpienie fizyczne (ból i inne dolegliwości) oraz cierpienia psychiczne (ujemne uczucia przeżywane w związku z cierpieniem fizycznym lub jego następstwami w postaci np. Wyłączenia z normalnego życia). Zadośćuczynienie powinno obejmować wszystkie cierpienia. Ma więc ono charakter całościowy i powinno stanowić rekompensatę za całą krzywdę doznaną przez poszkodowanego.
Ponadto zadośćuczynienie ma charakter kompensacyjny i jego wysokość musi przedstawiać jakąś ekonomicznie odczuwalną wartość, adekwatną do warunków gospodarki rynkowej. […]
Wskazówki sądów, jak wyceniać zadośćuczynienie
Choć mogłoby się wydawać, że cierpienie spowodowane śmiercią osoby bliskiej jest całkowicie niewymierne, to w orzecznictwie istnieją konkretne wskazówki, w jaki sposób praktycznie podejść do zagadnienia wysokości zadośćuczynienia. Te wskazówki wskazane w przypadku naszych klientów, mogą okazać się pomocne także dla innych poszkodowanych, których bliscy zmarli na skutek nowotworu międzybłoniaka opłucnej. Sąd wymienił je bardzo rzeczowo.
W sytuacji, gdy zdarzeniem wywołującym krzywdę jest śmierć osoby najbliższej, do okoliczności, które należy mieć na względzie miarkując wysokość zadośćuczynienia, zaliczyć należy między innymi: dramatyzm doznań osób bliskich zmarłego, poczucie osamotnienia, cierpienia moralne i wstrząs psychiczny wywołany śmiercią osoby najbliższej, rodzaj i intensywność więzi łączącej pokrzywdzonego ze zmarłym, wystąpienie zaburzeń będących skutkiem odejścia (np. nerwicy, depresji), roli pełnionej w rodzinie przez osobę zmarła, stopień, w jakim pokrzywdzony będzie umiał się znaleźć w nowej rzeczywistości i zdolności jej zaakceptowania, leczenie doznanej traumy, wiek pokrzywdzonego oraz osoby zmarłej.
Sąd zasądza zadośćuczynienie – 120 tys. zł dla wdowy i po 60 tys. zł dla synów
Orzekając w sprawie naszych klientów sąd naprawdę wszechstronnie ocenił okoliczności sprawy i uwzględnił w szczególności szczególnie silną więź łączącą członków rodziny. Jednocześnie zastosował zasadę miarkowania zadośćuczynienia.
Sąd przyznał, że pomiędzy zmarłym a wdową istniała silna więź emocjonalna, co potwierdziły opinie psychiatry i psychologa. Docenił, że strony przez cały czas trwania małżeństwa mieszkały ze sobą. Że małżeństwo wspierało się i pomagało sobie, a zmarły brał aktywny udział w życiu powódki. Wdowa była niezwykle przywiązana do męża i czuła się przy nim bezpiecznie. Zawsze mogła liczyć na jego pomoc i radę. Sąd uwzględnił również wiek zmarłego, który miał zaledwie 67 lat. Ocenił, że gdyby nie choroba i śmierć, małżeństwo czekało jeszcze dużo dobrych chwil we dwoje. Sąd przyznał, że Jolanta, tracąc Leszka, straciła jedną z najbliższych osób w swoim życiu. Biorąc to wszystko pod uwagę, sąd zasądził na rzecz Jolanty zadośćuczynienie w kwocie 120 tys. złotych.
Podobnie sąd docenił stopień zażyłości, lojalności i emocjonalnej więzi pomiędzy Leszkiem a jego synami. W ich przypadku – podobnie stosując zasadę miarkowania – zasądził na rzecz każdego z synów kwotę 60 tysięcy złotych.
Z uwagi na czas, jaki upłynął od zgłoszenia roszczenia do odpowiedzialnego za śmierć Leszka następcy prawnego stoczni, każdy z powodów może także skutecznie domagać się odsetek, które już na dzień orzekania wynosiły tysiące złotych.
Wciąż można skutecznie dochodzić zadośćuczynienia od stoczni
Sprawa naszych klientów jest kolejnym dowodem na to, że w przypadku zachorowania lub śmierci z powodu miedzybłoniaka opłucnej można i trzeba domagać się sprawiedliwości w postaci zadośćuczynienia od podmiotu odpowiedzialnego za te zdarzenia. Międzybłoniak opłucnej to nowotwór, który bez wątpienia w świetle dzisiejszej nauki, wywoływany jest wyłącznie przez azbest.
Wiele osób nie dochodzi sprawiedliwości, nie wierząc w swoją szansę na wygraną. Część z nich ulega złudzeniu, że skoro tamtej stoczni, w której zatrudniony był mąż lub ojciec, już nie ma, to nie ma od kogo dochodzić pieniędzy. Nic bardziej mylnego.
Sądy już w kilku sprawach orzekły, że odpowiedzialnym za wypłacenie zadośćuczynienia jest następca prawny, który kupił dawną stocznię. I chociaż prawnicy tego następcy prawnego kwestionują możliwość dochodzenia od niego pieniędzy, to przegrywają w kolejnych sprawach. Spodziewamy się, że wkrótce przed sądami na Pomorzu staną kolejne sprawy. Jesteśmy akurat w takim punkcie historii, gdy śmiercionośny nowotwór ujawnia się po dziesiątkach lat spędzonych w ukryciu.
W kancelarii prawnej Solace pomagamy uzyskać zadośćuczynienie
Jeśli jesteś taką osobą poszkodowaną – jeśli ktoś z Twojej bliskiej rodziny zachorował i zmarł na międzybłoniaka opłucnej – zgłoś się do nas. Wspólnie spróbujemy zawalczyć o sprawiedliwość. Nasza kancelaria prawna Solace ma doświadczenie w takich sprawach i wiemy, jak pomagać poszkodowanym w walce o należne odszkodowanie i zadośćuczynienie. Nasi adwokaci są zaprawieni w boju, znają stanowiska sądów i doktryny, wiedzą, jakich argumentów użyć, aby skutecznie domagać się sprawiedliwości przed sądem. W sprawach o azbest pomagamy klientom uzyskać wysokie kwoty.
I chociaż to pewne, że żadne pieniądze nie zwrócą życia tym, którzy w cierpieniach odeszli z powodu pracy dla stoczni, to tym bardziej tym, którzy po nich zostali, należy się jakaś forma rekompensaty. Rekompensatę tę można uzyskać.
