Bez kategorii

Pół miliona złotych zadośćuczynienia za azbest, który wywołał nowotwór – międzybłoniaka opłucnej [case study]

Prawniczka Karolina Stefanowicz | 07.02.2026

zadośćuczynienie za azbest nowotwór międzybłoniak opłucnej

Nie ma chyba gorszej śmierci niż śmierć przez uduszenie. Andrzej wiedział, że właśnie w ten sposób umrze. Że coraz trudniej będzie mu złapać oddech, aż w pewnym momencie stanie się to niemożliwe. I wtedy odejdzie na zawsze. Ból w klatce piersiowej był nie do zniesienia. Przeszedł kilkanaście chemioterapii, radioterapię oraz wiele innych badań. Wymagał stałej opieki żony. Na końcu był pod paliatywną opieką hospicjum.

Żeby uśmierzyć ból, przyjmował morfinę. Gdy w sądzie leżał już pozew o zadośćuczynienie przeciwko byłemu pracodawcy za rozstrój zdrowia, pełnomocnik Andrzeja złożył wniosek aby w trybie zabezpieczenia przesłuchać go jako stronę. Obaj wiedzieli, że powód nie doczeka wydania wyroku. Zmarł w styczniu, niecałe 4 lata po złożeniu pozwu. Rok później sąd w tej sprawie zasądził wdowie zadośćuczynienie w wysokości pół miliona złotych. Andrzeja zabił azbest.

Ile jest warte ludzkie życie?

Ile powinien zapłacić zakład pracy pracownikowi, który przez kilka lat, pracując na jego rzecz, wdychał azbest? Jak duża kwota będzie rekompensatą za warunki pracy, które doprowadziły do rozwinięcia się u Andrzeja nowotworu? Międzybłoniak opłucnej to wyrok z odroczonym terminem wykonalności. Z góry wiadomo, że egzekucja nastąpi najpóźniej w ciągu czterech lat. A może dwóch? Ile czasu zajmie postępowanie sądowe? Na pewno za długo. Andrzej nie zdążył. Na szczęście prawo umożliwia kontynuowanie postępowania po śmierci powoda, jeśli w jego miejsce wstąpi spadkobierca. Barbara – wdowa po zmarłym – skorzystała z tej instytucji. Odtąd to ona stała się naszą klientką i wspólnie przeszliśmy tę trudną drogę. Imiona bohaterów tej historii zmieniliśmy. Cała reszta jest prawdą. Oto, jak wyglądała ta epopeja.

Praca w stoczni z narażeniem na azbest

Andrzej był ślusarzem tak długo, że w końcu poszedł na emeryturę. Przez całe życie pracował w kilkunastu zakładach, w których realizował różne zadania. Był monterem, spawaczem, pracownikiem budowlanym, wiertaczem i mechanikiem. Jednym słowem – był człowiekiem pracy. Ale tylko w jednej z nich miał kontakt z azbestem. Przez kilka lat. Wtedy, gdy pracował w stoczni.

Śmiercionośny azbest

Azbest to grupa naturalnych minerałów włóknistych. Kiedyś był hitem budowlanym. Tani, trwały, odporny na ogień, chemikalia i wysoką temperaturę. Można z niego wykonać wiele przydatnych rzeczy, na przykład izolacje rur, eternitowe dachy czy elewacje. Pomimo tych zalet, ma jedną generyczną wadę. Jest silnie rakotwórczy. Kiedy się kruszy lub jest uszkodzony, uwalnia mikrowłókna, które trafiają do płuc wraz z oddechem. I tkwią tam latami. Od momentu kontaktu z azbestem do momentu rozwinięcia się raka może minąć nawet kilkadziesiąt lat. Ale kiedy już się zachoruje, to mediana wskazuje, że człowiekowi zostaje od kilku miesięcy do około czterech lat życia.

Dlatego w Polsce azbest jest zakazany – zarówno jego produkcja jak i stosowanie. Jednak gdy Andrzej pracował w stoczni, takiego zakazu nie było. W latach ‘70 ubiegłego wieku nie wykonywano badań stężenia azbestu w powietrzu na stanowiskach pracy. A kiedy badania takie wykonano w zakładzie pracy Andrzeja w roku 1980 okazało się, że stężenie azbestu przekracza najwyższe dopuszczalne stężenie tego pyłu (NDS) od 5,5 do 8 razy.

Ta historia jest okrutna, lecz nie odosobniona.

  • Ty lub ktoś z Twoich bliskich domaga się zadośćuczynienia z powodu rozstroju zdrowia wywołanego azbestem? Zgłoś się do nas.

Choroba ujawnia się po latach

Problemy Andrzeja ze zdrowiem ujawniły się po prawie dwudziestu latach od ostatniej pracy, w której nasz klient miał kontakt z azbestem. Trafił do szpitala z dolegliwościami układu oddechowego. Niecałe dwa lata później zdiagnozowano u niego złośliwego międzybłoniaka opłucnej. Ten nowotwór ma jedną charakterystyczną cechę – nie można na niego zapaść inaczej, niż w wyniku kontaktu z azbestem. Opinia biegłego pulmonologa w postępowaniu sądowym wykazała, że nawet fakt, że Andrzej przez większą część życia palił papierosy, nie miała wpływu na ten rodzaj raka. Zwłaszcza, że kilkanaście lat przed śmiercią pacjent rzucił palenie. Inną charakterystyczną cechą tego nowotworu jest to, że wywołuje ogromny ból. I że zawsze prowadzi do śmierci.

Międzybłoniak opłucnej – wróg, z którym nie można wygrać

Jednorazowy kontakt z azbestem prawdopodobnie nie doprowadzi do choroby. Jednak Andrzej miał z nim styczność w sumie przez kilka lat. A taki okres, nawet przy małych stężeniach wdychanych włókien, może spowodować nieodwracalne szkody. Moglibyśmy powiedzieć, że Andrzej miał pecha, gdyby nie to, że rokowania przy tej chorobie prawie zawsze są fatalne.

Międzybłoniak opłucnej to nowotwór trudny w diagnostyce. Według klasyfikacji TNM stopniuje się go w następujący sposób:

  • stopień I – nowotwór zajmuje tylko jedną blaszkę opłucnej,
  • stopień II – nowotwór zajmuje obie blaszki opłucnej,
  • stopień III – nowotwór nacieka ścianę klatki piersiowej, przełyk lub węzły chłonne,
  • stopień IV – występują rozległe przerzuty.

Nawet szybkie rozpoznanie – w I lub II stopniu zaawansowania – oraz zastosowanie radykalnego leczenia chirurgicznego z chemioterapią dają niewielką medianę przeżycia. Wynosi ona średnio 2 lata.

Międzybłoniak opłucnej to także bardzo okrutna choroba. Powoduje silny ból w klatce piersiowej oraz duszność. W miarę jej postępu dołącza wyniszczenie organizmu i skrajne osłabienie, które powoduje, że w ostatnich miesiącach życia chory wymaga opieki innych. A co najgorsze, wie, że umrze. I wie, że będzie to śmierć przez uduszenie.

Choroba zawodowa i 30 tysięcy odszkodowania

W rok po rozpoznaniu nowotworu lekarz orzecznik stwierdził u Andrzeja chorobę zawodową. Fachowo nazywa się to „nowotwór złośliwy powstały w następstwie działania czynników występujących w środowisku pracy, uznanych za rakotwórcze u ludzi: międzybłoniak opłucnej”. ZUS stwierdził w decyzji 30% uszczerbek na zdrowiu będącego następstwem choroby zawodowej i przyznał naszemu klientowi prawie 30 tysięcy złotych jednorazowego odszkodowania.

Nikt nie chciałby otrzymać takich pieniędzy wiedząc, na co będzie musiał je przeznaczyć. Od czasu diagnozy Andrzej był wielokrotnie hospitalizowany. Kilkanaście razy przeszedł chemioterapię, kilka razy – radioterapię. Choroba rozwijała się tak szybko, że wkrótce dostał skierowanie do leczenia paliatywnego w hospicjum domowym i stacjonarnym. Nie mógł już normalnie oddychać bez urządzenia do produkcji tlenu. Miał problemy z sercem i bóle tak silne, że musiał stale brać leki. Pod koniec dostawał morfinę.

Andrzej potrzebował pomocy przy najprostszych życiowych czynnościach. Nie mógł się sam wykąpać ani pójść do łazienki. Barbara opiekowała się nim jak potrafiła najlepiej. Woziła go na leczenie, myła, pomagała w ubieraniu, robiła zakupy, karmiła. Była z nim do samego końca, który nastąpił niespełna dwa lata po postawieniu diagnozy.

W sądzie toczy się epopeja o zadośćuczynienie

W czasie gdy choroba brała Andrzeja w posiadanie, w sądzie rozgrywała się epopeja o zadośćuczynienie, które w imieniu naszego klienta dochodził doświadczony adwokat. Jakie pieniądze rekompensowałyby ból osoby skazanej na śmierć przez nowotwór w wyniku pracy? W uzasadnieniu wyroku, który ostatecznie zapadł w tej sprawie, sąd przywołał komentarz, według którego:

Powszechnie uważa się, że zadośćuczynienie powinno wynagrodzić doznane przez pokrzywdzonego cierpienia oraz ułatwić mu przezwyciężenie ujemnych przeżyć psychicznych (por. A. Cisek [w:] E. Gniewek (red.) Kodeks cywilny. Komentarz, C. H. Beck, Warszawa 2006, 2 wydanie, ss. 752 – 753). […] Skoro zadośćuczynienie spełnia funkcję kompensacyjną, powinno być pochodną wielkości doznanej krzywdy.

Jakie są kryteria za doznaną krzywdę? Jak policzyć zadośćuczynienie?

Ale jakimi kryteriami się kierować? Jak wyliczyć doznaną krzywdę? Jak udowodnić? Zadanie wydaje się naprawdę trudne. Szczęście mają Ci, którzy trafią na mądrego sędziego, który nie tylko ma doświadczenie życiowe, ale też zna stanowisko orzecznicze oraz komentarze, które jakoś próbują ująć w ramy tak trudne do wyceny elementy jak zdrowie czy ból psychiczny i fizyczny. A takie kryteria istnieją i są w pewien sposób, choć trudno, mierzalne.

Kryteria, jakimi należy się kierować przy określaniu wysokości zadośćuczynienia, wynikają z bogatego orzecznictwa. Są nimi na przykład: wiek, rodzaj i rozmiar doznanych uszkodzeń ciała lub rozstroju zdrowia; stopień i rodzaj cierpień fizycznych i psychicznych; intensywność (natężenie, nasilenie) i czas trwania tych cierpień; nieodwracalność następstw uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia (trwałe kalectwo, oszpecenie) i konsekwencje z tym związane w dziedzinie życia osobistego i społecznego; skutki uszczerbku zdrowia na przyszłość, poczucie nieprzydatności społecznej i bezradność życiowa powstałe na skutek rozstroju zdrowia lub uszkodzenia ciała; konieczność korzystania ze wsparcia innych, w tym najbliższych, przy prostych czynnościach życia codziennego; pozbawienie możliwości osobistego wychowywania dzieci i zajmowania się gospodarstwem domowym. Dla wysokości zadośćuczynienia nie jest natomiast prawnie relewantna sytuacja majątkowa zobowiązanego (dłużnika). Nie istnieje zatem tego rodzaju zależność, że bardziej zamożny zobowiązany powinien być obciążony obowiązkiem pokrycia szkody w większym wymiarze.

W sprawie Andrzeja uznaliśmy, że adekwatną kwotą będzie pół miliona złotych. Lecz droga do uzyskania tych pieniędzy okazała się bardziej wyboista, niż wynikałoby to ze stanu faktycznego. Ta sprawa to idealny przykład tego, jak ważne jest wsparcie doświadczonego adwokata, który nie pogubi się w meandrach procesowych. I poradzi sobie ze stroną przeciwną. Wiadomo, że przy takiej kwocie, będzie ona kwestionować wszystko co się da. I że czasem sąd przychyli się do jej stanowiska. Jak to wyglądało w rzeczywistości?

Czy od kwoty zadośćuczynienia można odjąć kwotę odszkodowania ZUS? Sąd uznał, że tak

Pierwszy wyrok, który zapadł w tej sprawie był częściowo tylko korzystny dla wdowy, która wstąpiła do postępowania w miejsce zmarłego Andrzeja. Sąd co prawda uznał, że co do zasady należy zasądzić zadośćuczynienie, ale wycenił je jedynie na 100 tys. zł. Jeszcze bardziej zaskakująca była jego dalsza argumentacja, gdy na poczet tych 100 tys. zł zaliczył wypłacone przez ZUS 30 tys. zł i w rezultacie zasądził na rzecz Barbary kwotę 70 tys. zł. To nas zszokowało, gdyż nie znaliśmy podstawy prawnej, na której można by przyjąć takie rozwiązanie. Potem sąd II instancji potwierdził, że podstawy takiej w prawie faktycznie nie ma….

odszkodowanie za azbest sprawa przed sądem najwyższym

Wyrok sądu apelacyjnego zaskakuje. Sprawa trafia do Sądu Najwyższego

Oczywiście od tego wyroku odwołały się obie strony. Wdowa domagała się dalszych 430 tys. zł. Stocznia chciała, aby powództwo w ogóle oddalić, bo nie poczuwała się do odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną Andrzejowi. Wyrok sądu apelacyjnego zaskoczył chyba wszystkich. Skasował on wyrok sądu I instancji i nakazał mu rozpatrywać sprawę od nowa. Rzecz rozbijała się głównie o opinie biegłych sądowych i w gruncie rzeczy o kwestie proceduralne, które – jak się później okazało – można było skutecznie usunąć w postępowaniu w drugiej instancji. Chodziło jednak o to, że czas biegł, pieniądze tkwiły w zawieszeniu, a odsetki się naliczały.

Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. I tu na szczęście wygrał głos rozsądku. Sąd Najwyższy stwierdził, że sąd II instancji nie powinien umywać rąk, tylko rozstrzygnąć sprawę jak należy. Po takim orzeczeniu sąd II instancji przystąpił do prowadzenia sprawy tak, jak powinien był to zrobić od początku. Powołał więc biegłego pulmonologa, który wydał opinię nie pozostawiającą żadnej wątpliwości. Andrzej zmarł w wyniku nowotworu wywołanego azbestem, na który był narażony jedynie podczas pracy dla stoczni i fakt, że palił papierosy, nie miał tu żadnego znaczenia.

Sąd II instancji zasądził pół miliona złotych odszkodowania – poczuliśmy sprawiedliwość

Ostatecznie w wyniku prawidłowo przeprowadzonego procesu sąd II instancji w całości przychylił się do stanowiska Barbary. Z ulgą i zrozumieniem czytaliśmy fragment uzasadnienia dotyczący zasądzenia całej żądanej przez nas kwoty:

  • Kwotę 100 tysięcy złotych ustaloną przez sąd I instancji jako kwotę zadośćuczynienia […] Sąd Apelacyjny uznał za rażąco niską i nieadekwatną do doznanej przez powoda krzywdy.
  • Świadomość nieuleczalności choroby i rychłej śmierci bezsprzecznie była źródłem ogromnych cierpień powoda w sferze psychicznej, poczucia bezradności i beznadziejności sytuacji.
  • Wbrew stanowisku sądu I instancji, cierpienia psychiczne i fizyczne powoda należy uznać za ponadprzeciętne. Nie ma wzoru matematycznego pozwalającego na wyliczenie zadośćuczynienia za krzywdę, niemniej jednak obawa zbliżającej się śmierci, świadomość nieskuteczności podejmowanego prawidłowo leczenia oraz nieprzeciętnie nasilony ból fizyczny nie mogą być oceniane na rażąco niskim poziomie.
  • Mając na uwadze, że zadośćuczynienie pieniężne nie tyle powinno być ustalane „w rozsądnych granicach”, co ma kompensować cierpienia poszkodowanego, przy uwzględnieniu wszystkich okoliczności faktycznych konkretnego przypadku, należy stwierdzić, że adekwatna do rozmiaru krzywdy osoby zdanej na pomoc innych, bardzo cierpiącej fizycznie i mającej świadomość rychłej śmierci z powodu nieuleczalności choroby jest kwota 500.000,00 zł.
  • […] zdrowie i życie są dobrami szczególnymi, a przyjmowanie niskich kwot zadośćuczynienia w takich przypadkach prowadziłoby do ich niepożądanej deprecjacji.
  • W ocenie Sądu Apelacyjnego nie ma też podstaw do mechanicznego odliczania od kwoty zadośćuczynienia kwoty jednorazowego odszkodowania z ZUS.

Klientka wygrała. Pozwana zapłaciła ponad 850 tys. zł

Nasza klientka wygrała. Wniosek do komornika opiewał na kwotę 500 000 zł oraz ponad 270 000 zł odsetek. Pozwana stocznia musiała dodatkowo zapłacić ponad 30 tysięcy kosztów sądowych i ponad 50 tysięcy kosztów komorniczych. Ta sprawa pokazuje, że warto walczyć o sprawiedliwe zadośćuczynienie. Dobra osobiste niemajątkowe zawsze są trudne do wycenienia. Nie ma jednak wątpliwości, i nie miał ich sąd w tej sprawie, że zdrowie i życie są warte najwięcej z nich.

Kancelaria prawna Solace – tu możemy Ci pomóc

W takich skomplikowanych sprawach jak odszkodowanie czy zadośćuczynienie za utratę zdrowia spowodowaną nowotworem nie musisz mierzyć się z systemem samodzielnie. W kancelarii prawnej Solace pomoc oferują współpracujący z nami doświadczeni adwokaci. Znają orzecznictwo, potrafią przejść przez wszystkie etapy procesu i skutecznie argumentować przed sądem. Realnie wesprą Cię w walce o Twoje prawa i godne zadośćuczynienie. Kancelaria Solace działa profesjonalnie, ma na koncie wygrane sprawy podobne do tej z azbestem i potrafi zabezpieczyć interesy poszkodowanych nawet w trudnych procesach. Dzięki takiej pomocy zwiększasz swoje szanse na wysokie odszkodowanie, skracasz czas postępowania i zyskujesz pewność, że żaden termin Ci nie umknie.

Bliska osoba utraciła zdrowie z powodu nowotworu? Ocenimy sytuację i jeśli to możliwe – pomożemy Ci uzyskać należne świadczenia! Skontaktuj się z nami:

📞 690 690 680
✉️ kontakt@solace.pl

    Jesteś poszkodowany?

    Sprawdź za darmo, jaka kwota Ci się należy!

    Twoje dane są szyfrowane

    Skontaktuj się
    z nami i rozpocznijmy współpracę

    Skontaktuj się