- Ubezpieczyciel zaproponował 100 tys. Zł odszkodowania. Powinien 4 razy więcej
- Odwołanie bez rezultatu. Kolejny krok to pozew
- Czas gra na niekorzyść ubezpieczonego i na korzyść ubezpieczyciela
- Jakich wybiegów używa ubezpieczyciel żeby zmniejszyć odszkodowanie?
- Dodatkowe argumenty, których używa ubezpieczyciel, żeby pomniejszyć odszkodowanie
- Kolejne sporne kwestie - stawka robocizny i podatek VAT
- Opinia biegłego potwierdza stanowisko naszego klienta
- Stanowisko ubezpieczyciela
- Podsumowanie
W tym artykule:
Był 2019 rok i w niewielkiej miejscowości na Pomorzu wybuchł pożar kurnika fermowego, którego właścicielem był nasz klient. Jako doświadczona kancelaria odszkodowawcza wiemy, że takie pożary nie są rzadkością. Z góry potrafimy przewidzieć, jaką ścieżką będzie podążał ubezpieczyciel, aby ograniczyć swoją odpowiedzialność wobec poszkodowanego. Nie wiedzą tego sami poszkodowani. Dlatego właściciel kurnika podjął słuszną decyzję, aby powierzyć nam prowadzenie swojej sprawy. Na jej przykładzie pokażemy, jakie sztuczki stosuje ubezpieczyciel, aby ograniczyć swoją odpowiedzialność, opóźnić wypłatę, zmniejszyć odszkodowanie. Oto niektóre z nich.
Nie jest tajemnicą, że niektórzy ubezpieczyciele grają na czas i zmęczenie przeciwnika. Przedłużają likwidację szkody, spóźniają się z odpowiedzią na reklamację, dają lakoniczne odpowiedzi. Mięło półtorej miesiąca, zanim w sprawie naszego klienta ubezpieczyciel podjął decyzję o wypłacie odszkodowania. Po oględzinach rzeczoznawcy, zrobieniu zdjęć i kosztorysu, ubezpieczyciel wydał decyzję, że z ubezpieczenia gospodarstwa rolnego od ognia i innych żywiołów wypłaci poszkodowanemu nieco ponad 100 tysięcy złotych.
Ubezpieczyciel zaproponował 100 tys. zł odszkodowania. Powinien 4 razy więcej
Z powodu trudności w kontaktach z ubezpieczycielem, po dwóch latach poszkodowany zwrócił się do naszej kancelarii. Choć od daty zdarzenia minęło już trochę czasu, zgodziliśmy się pomóc właścicielowi kurnika. Przeanalizowaliśmy dokumenty i fakty w sprawie i zaczęliśmy od początku. Czyli wezwaliśmy ubezpieczyciela do zapłaty realnej kwoty odszkodowania, która wynikała z kosztorysu przygotowanego na zamówienie naszego klienta. Kwota ta była 4-krotnie większa niż odszkodowanie za pożar kurnika fermowego proponowane przez ubezpieczyciela poszkodowanemu.
Odwołanie bez rezultatu. Kolejny krok to pozew
Niestety, ubezpieczyciel nie uznał naszych argumentów, które podnieśliśmy w wezwaniu. Ponieważ czas biegł nieubłaganie, a odpowiedź ubezpieczyciela nie nadchodziła, wspólnie z klientem zdecydowaliśmy, że złożymy pozew do sądu. Z kosztorysu klienta wynikało bowiem, że należy mu się czterokrotnie większe odszkodowanie, niż to, które zgodził się zapłacić ubezpieczyciel. Wiedzieliśmy, że 100 tysięcy złotych jest kwotą znacznie zaniżoną. Pozew złożyliśmy w grudniu 2022 roku. Domagaliśmy się ponad 350 tysięcy złotych odszkodowania stanowiącego różnicę pomiędzy wartością szkody a odszkodowaniem przyznanym przez ubezpieczyciela. Teraz przyszło nam tylko czekać.
Czas gra na niekorzyść ubezpieczonego i na korzyść ubezpieczyciela
Jakich wybiegów używa ubezpieczyciel żeby zmniejszyć odszkodowanie?
Wkrótce otrzymaliśmy od ubezpieczyciela odpowiedź na pozew. Spodziewaliśmy się takiej argumentacji. Ubezpieczyciel przede wszystkim zakwestionował moc dowodową kosztorysu sporządzonego na indywidualne zlecenie naszego klienta. Co w tym kosztorysie było nie tak? Wszystko, do czego można było się przyczepić:
- że dokument ten nie odzwierciedla realnego rozmiaru szkody i zawyża wartość należnego świadczenia,
- że ceny robót i materiałów są niewłaściwe,
- że obejmuje on prace, których nie było w kosztorysie ubezpieczyciela i prace te są niezasadne,
- że kosztorys poszkodowanego wykracza zakresem prac i technologią naprawy poza prace konieczne i ekonomicznie uzasadnione.
Dodatkowe argumenty, których używa ubezpieczyciel, żeby pomniejszyć odszkodowanie
Oprócz powyższych punktów, ubezpieczyciel kwestionował także kwestię uwzględnienia zużycia budynku. Twierdził też, że ubezpieczający powinien przedłożyć kosztorys najpóźniej w terminie 12-mcy od dnia powstania szkody, a w przesłanym materiale brak jest kopii rachunku potwierdzającego poniesiony koszt odbudowy, który byłby przedłożony w terminie wynikającym z przepisów.
Kolejne sporne kwestie – stawka robocizny i podatek VAT
Ubezpieczyciel w odpowiedzi na pozew podnosił takie argumenty, jak niewłaściwie zastosowana stawka robocizny. W dacie zdarzenia wynosiła ona ponad 18 zł, ale w dacie naprawy kurnika już ponad 30 zł. Ubezpieczyciel chciałby zastosowania stawki niższej, mimo że po tej niższej stawce nie dało się zrobić napraw w chwili ich dokonania.
Do tego doszedł argument o braku dokumentacji kosztów wywozu i utylizacji oraz uwzględnieniu w odszkodowaniu podatku VAT od kosztów robocizny. Zdaniem ubezpieczyciela dopóki ten podatek nie zostanie poniesiony i udokumentowany, nie można go uznać, ponieważ jeśli remont jest wykonywany tzw. systemem gospodarczym, to doliczenie podatku VAT nie jest zasadne.
Czas mijał, a postępowanie sądowe toczyło się swoją bezwładnością. Tak wielką, że musieliśmy złożyć do sądu wniosek o ponaglenie. W końcu sąd wydał postanowienie o sporządzeniu opinii przez wyznaczonego biegłego. Termin oględzin przez biegłego wypadł w walentynki 2025 roku — czyli ponad dwa lata po złożeniu pozwu, a prawie pięć lat od dnia zdarzenia.
Opinia biegłego potwierdza stanowisko naszego klienta
Brak odpowiedniej dokumentacji, w tym fotograficznej, jak również długi czas, który upłynął od dnia zdarzenia do dnia oględzin sprawił, że biegły musiał wykonać dodatkową pracę, aby wiarygodnie oszacować szkodę. To realny problem w sytuacji, gdy poszkodowani zbyt późno zgłaszają się po pomoc. W aktach brakowało niezbędnej dokumentacji, w tym protokołów. Przez ponad 5 lat w budynku przeprowadzono wiele robót budowlanych. Mimo wszystko, dzięki zastosowaniu kalkulacji kosztorysowej, biegły wydał opinię, która była zbieżna z wyliczeniami naszego klienta. Opinia potwierdzała, że powinien on otrzymać kilkukrotnie wyższe odszkodowanie.
Stanowisko ubezpieczyciela
Jak należało się spodziewać, sporo zastrzeżeń do opinii wniósł zakład ubezpieczeń. M.in. kwestionuje on, że część materiałów z rozbiórki było zdatnych do dalszego wbudowania oraz że nie trzeba było wymieniać stropu w całości, bo stary dało się połączyć z nowym (choć w opinii biegły wyraźnie zastrzegł, że jest to działanie nieprawidłowe i niebezpieczne). Według ubezpieczyciela biegły niezasadnie uwzględnił podatek VAT także co do robocizny, zamiast samych materiałów, oraz przyjął inny cennik, niż chciałby ubezpieczyciel. Kwestią sporną jest również zużycie techniczne budynku.
Sąd będzie teraz badał każdy z tych argumentów. I chociaż w tej sprawie kwestia odpowiedzialności ubezpieczyciela nie stanowi wątpliwości, to czas biegnie, a czynności sądowe toczą się swoim torem. Mimo, że ubezpieczyciel wie już, że odszkodowanie dla naszego klienta będzie wyższe, niż wynika to z pierwotnej decyzji, uwikłanie w proces sądowy oraz kolejne podnoszone argumenty i zastrzeżenia mogą sprawić, że poszkodowany będzie jeszcze musiał poczekać na wypłatę należnego odszkodowania. Tym bardziej, że do dyspozycji pozostaje środek w postaci apelacji. Od wyroku sądu pierwszej instancji każda ze stron będzie się mogła jeszcze odwołać.
Podsumowanie
Choć sprawa naszego klienta nie została jeszcze prawomocnie zakończona, z dużym prawdopodobieństwem otrzyma on znacznie większe odszkodowanie niż to, na które pierwotnie zgodził się ubezpieczyciel. Stosując znane sobie środki i wybiegi ubezpieczyciel może latami wydłużać proces likwidacji szkody. W rezultacie poszkodowani często przez długie lata nie mogą otrzymać należnego odszkodowania.
Im szybciej zgłoszą się do kancelarii prawnej takiej, jak Solace, tym szybciej będziemy w stanie pomóc. Jesteś ofiarą po pożarze? Skontaktuj się z nami jak najszybciej. Za darmo ocenimy Twoją sytuację i polisę i zaproponujemy warunki współpracy. Szybka decyzja może zaoszczędzić mnóstwo czasu i pozwolić na uzyskanie większych pieniędzy. Zadzwoń lub napisz do nas.
