Bez kategorii

Dopłata kilku tysięcy odszkodowania do zalanej łazienki – dlaczego zawsze warto negocjować? [case study]

Prawniczka Karolina Stefanowicz | 15.04.2026

zalana łazienka odszkodowanie

Rura w nowym domu pana Adama wybrała sobie najgorszy czas na to, aby pęknąć. Był listopad i wieczorami na dworze dało się już odczuć pierwsze przymrozki. Szybko stało się jasne, że naprawa i osuszanie będzie koszmarem. Uszkodzenie rury początkowo wyglądało niewinnie, ale okazało się bardzo zdradliwe. Im bardziej z rury sączyła się woda, tym mocniej namakała podłoga i ściana. Kafelki w łazience zaczęły odpadać od ściany niczym domino. Szkody, jakie wywołała ta cicha awaria sprawiły, że praktycznie w całej łazience trzeba było zrobić remont. Ubezpieczyciel był innego zdania. Stwierdził, że wystarczyło wyremontować zniszczony fragment. Wypłacił kilka tysięcy złotych odszkodowania, lecz odmówił dalszej wypłaty. Nasz upór sprawił, że udało się wynegocjować ugodę na dodatkowe tysiące.

Zalana łazienka to nie wymiana kilku kafelek

Każdy, kto kiedykolwiek przeżył zalanie swojego mieszkania wie, że w takim wypadku wcale nie chodzi o kilka podmokłych kafelek, które można łatwo wymienić. Zalana łazienka to prawdziwy dramat. Najczęściej trzeba skuwać kafelki, ale następnie kupienie nowych na „podmianę” graniczy z cudem. Kto budował dom lub remontował mieszkanie doskonale wie, że prawie nigdy nie udaje się kupić identycznych kafelek z tej samej partii. Kiedy wilgoć obejmuje także podłogę, trzeba nie tylko skuwać kafle, ale też wymieniać warstwy izolacyjne. Woda potrafi dosięgnąć nawet sufitu. Nasz klient nie miał aż tyle pecha, jednak prace, z którymi musiał zmierzyć się tego feralnego listopada i tak opiewały na kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Dodatkowe prace to kolejne tysiące złotych szkody

Dlaczego rachunki i faktury opiewały aż na takie kwoty? Ponieważ wymiana bezpośrednich zniszczeń to tylko część większej całości. Kolejne złotówki pochłania osuszanie pomieszczenia i próby pozbycia się zapachu stęchlizny. Do tego dochodzi wywóz gruzu, ponieważ skutych kafelek nie można tak po prostu wrzucić do pojemnika z napisem „zmieszane”. Kiedy człowiek upora się już z chaosem usunięcia zniszczeń, czeka go kolejny etap. Naprawa. A w niej koszt nowych kafelek to tylko kropla w morzu wydatków. Jeśli człowiek nie jest specjalistą od wykończeniówki, sama robocizna wyniesie kilka tysięcy złotych. Do tego demontaż i wymiana namokłych i napuchniętych drzwi. Wyniesienie pralki, wymiana szafek, demontaż umywalki (a potem jej ponowny montaż), wynajęcie nagrzewnicy. Lista wydatków wydaje się nie mieć końca.

remont zalanej łazienki

Ubezpieczyciel nie jest przyjacielem poszkodowanego

Z takim chaosem przyszło się zmierzyć panu Adamowi, który – na szczęście – miał wykupione dobrowolne ubezpieczenie. Dobrowolnie też płacił wymagane składki polisy. Gdy jednak zdarzyło się nieszczęście, szybko okazało się, że ubezpieczyciel nie stanie po jego stronie. To dość oczywiste i staramy się ten aspekt naświetlać wszystkim naszym klientom. Ubezpieczyciel ma zupełnie odmienny interes w procesie naprawienia szkody niż poszkodowany. Poszkodowanemu zależy, aby uzyskać jak najwyższe odszkodowanie. Ubezpieczyciel ma interes w tym, aby jak najbardziej ograniczać wypłatę. Dlatego ubezpieczyciel nigdy nie będzie przyjacielem swoich klientów – chyba że na etapie zakupu polisy.

Będąc kancelarią prawną, która od kilkunastu już lat pomaga poszkodowanym uzyskać należne im odszkodowania od ubezpieczycieli, doskonale znamy taktyki towarzystw ubezpieczeniowych. Podstawowa z nich to własny kosztorys, który zawsze wykazuje mniejszą skalę szkód, niż kosztorys poszkodowanego. Tak było też w przypadku pana Adama. Ubezpieczyciel od początku kwestionował poszczególne punkty kosztorysu.

Masz problem z ubezpieczycielem?

Chcesz, abyśmy zajęli się Twoją sprawą i pomogli Ci uzyskać wyższe odszkodowanie?

Zadzwoń do nas: 690 690 680

Pierwsze odszkodowanie prawie nigdy nie pokrywa całej szkody

Po zgłoszeniu szkody do ubezpieczyciela, pan Adam otrzymał odszkodowanie. Początkowo było to jedynie nieco ponad 4 tysiące złotych, z czego około połowa pokrywała prace remontowo-budowlane, a połowa była zwrotem za lokalizację i naprawę awarii. Tymczasem sporządzony przez poszkodowanego kosztorys opiewał na niemal 10-krotnie wyższą kwotę. Pan Adam złożył więc odwołanie.

Po prawie pięciu miesiącach ubezpieczyciel zdecydował się dopłacić ponad 6 tysięcy odszkodowania. Rachunki za naprawę łazienki były zdecydowanie wyższe. Ubezpieczyciel uznał jednak, że roszczenie jest zbyt szerokie, bo szkoda nie była tak duża. Według specjalistów ubezpieczalni, poszkodowany popełnił błąd w wyliczeniach, ponieważ wycena powinna dotyczyć tylko stanu wokół miejsca pęknięci rury i rzeczywistej szkody. Towarzystwo w ogóle nie uwzględniło faktu, że zalanie łazienki działa jak system zapadek – jedno mikrozdarzenie wywołuje drugie. Nie da się wymienić tylko niektórych płytek, skoro także inne są podmokłe. Nie da się ograniczyć naprawy tylko do fragmentu ściany, skoro zalana jest także podłoga, mokre są drzwi i trzeba wymienić namokłe szafki. Ubezpieczyciela te argumenty nie przekonały.

Próba szukania pomocy – nie każdy prawnik poradzi sobie z problemem

Dlatego pan Adam postanowił udać się po pomoc. Niestety prawnik, którego wybrał, nie okazał się skuteczny. Co prawda w kolejnej reklamacji podniósł zarzuty złego podejścia ubezpieczyciela do oceny szkody, jednak nic nie wskórał. Ubezpieczyciel był nieugięty w swoim stanowisku. Nadal utrzymywał, że wymianie podlegają tylko kafle na płytach gipsowo-kartonowych, ale już nie te przytwierdzone bezpośrednio do ściany pomieszczenia. Nie uwzględnił faktu, że hydroizolację trzeba było wykonać na całej powierzchni pomieszczenia, a nie tylko na jej fragmencie. Nie wziął pod uwagę, że zdarzenie de facto objęło całą łazienkę, a nie tylko jej mały fragment. W rezultacie pan Adam i jego pełnomocnik otrzymali decyzję odmowną. Wydawało się, że nic już nie da się zrobić, chyba że poszkodowany wstąpi na drogę sądową.

Kancelaria prawna Solace przybywa z odsieczą – skuteczną

Minęło trochę czasu i pan Adam dowiedział się o naszej kancelarii prawnej Solace. Kiedy w 2025 roku, a więc ponad 2,5 roku od zalania łazienki, został naszym klientem, postanowiliśmy podejść do sprawy na nowo. Mając doświadczenie w postępowaniu odszkodowawczym, zdecydowaliśmy, że przygotujemy nowy, bardziej realistyczny kosztorys, i że na nowo rozpoczniemy rozmowy z ubezpieczycielem. Okazało się, że nasza taktyka przyniosła rezultat. I to bez konieczności występowania na drogę sądową.

Klientom w walce o odszkodowania pomagamy już kilkanaście lat. Zobacz, jak pomagamy w sprawach o zalanie.

Jak przełamać opór ubezpieczyciela? Nasza taktyka

W pierwszym kroku napotkaliśmy opór ubezpieczyciela. Podobnie jak poprzedni pełnomocnik, musieliśmy zmierzyć się z odmową, gdyż towarzystwo uznało, że nie znajduje nowych dowodów i okoliczności, które wpłynęłyby na zmianę jego stanowiska. Co więcej, ubezpieczyciel przygotował własny kosztorys, który znacznie odbiegał od dokumentu, który przedłożyliśmy. Towarzystwo stwierdziło wręcz, że wypłaciło łącznie wyższe odszkodowanie, niż to wynikało z ich nowego kosztorysu. Walka o kosztorysy zaczęła się na dobre. Byliśmy pod wrażeniem skrupulatności ubezpieczyciela. Naprawdę rzetelnie odniósł się do naszego dokumentu i dokładnie wskazał, które z kosztów poniesionych już przez pana Adama kwestionuje.

Wśród zakwestionowanych wydatków znalazły się m.in. wykucie poziomych bruzd w ścianach z cegieł, które miały na celu odkrycie instalacji wodnej. Według ubezpieczyciela nie trzeba było wymieniać posadzki z płytek ceramicznych. Nie trzeba było wymieniać tynków. Nie trzeba było malować farbami emulsyjnymi sufitu. Według towarzystwa uszkodzenia na posadzce nie miały takich rozmiarów, jak opisywał to poszkodowany. Wreszcie, mimo że wskutek awarii uszkodzone zostały drzwi, uznano, że wcale nie trzeba było ich wymieniać czy przekładać. Jednym słowem, jeśli przed szkodą ktoś miał łazienkę na wysokim poziomie i chciałby ją zabezpieczyć przed podobnymi zdarzeniami, to musi ją naprawiać w minimalnym zakresie, aby ubezpieczyciel nie uznał, że próbuje podwyższyć sobie standard w stosunku do tego, który był przed szkodą. Mieliśmy inne zdanie, dlatego nie składaliśmy broni.

Stawiamy na negocjacje ugodowe

Widząc nieugiętość ubezpieczyciela, postanowiliśmy spróbować jeszcze jednej taktyki. Oczywiście na horyzoncie rysowała się konieczność wdania się w spór sądowy, lecz ktokolwiek prowadził spór przed polskim sądem, ten wie, z jak dużym kryzysem mierzy się polskie sądownictwo. Procesy o odszkodowania ciągną się latami, generują dodatkowe koszty, a klient nigdy nie ma gwarancji wygranej. Postawiliśmy na negocjacje ugodowe i z taką propozycją wyszliśmy do ubezpieczyciela po tym, jak po raz kolejny odmówił uwzględnienia naszego stanowiska.

Gdy zamykają się przed nami drzwi – wchodzimy oknem i zawieramy ugodę

Początkowo ubezpieczyciel nie zgodził się na negocjacje ugodowe, a nas zaczęła zdumiewać jego postawa. Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. W końcu ubezpieczyciel zgodził się jeszcze raz przeanalizować sprawę. Nie odpuszczaliśmy. Zaproponowaliśmy kilka tysięcy złotych dopłaty do odszkodowania. Ubezpieczyciel zaczął się targować. W wymienianych mailach padały kolejne kwoty. Ostatecznie, gdy ubezpieczyciel trzykrotnie obstawał przy swojej propozycji, przedstawiliśmy ją naszemu klientowi. Pan Adam wiedział, z czym może wiązać się dla niego proces sądowy. Od zdarzenia minęły już ponad trzy lata. Zgodził się na ostateczną propozycję ubezpieczyciela i mogliśmy podpisać ugodę.

Zawsze warto walczyć o odszkodowanie – do końca

Ta sprawa jest dla nas ważna z jednego powodu. Pokazuje, że upór, stanowczość i dobre przygotowanie do postępowania z ubezpieczycielem daje rezultaty. Mimo, że pierwszemu pełnomocnikowi pana Adama nie udało się uzyskać większego odszkodowania, to my wiedzieliśmy, że w tej sprawie jest potencjał. Dzięki naszemu doświadczeniu i nieustępliwości, wynegocjowaliśmy dla klienta dodatkowe kilka tysięcy złotych. I to bez konieczności udawania się do sądu. To pokazuje, że zawsze warto walczyć o dodatkowe pieniądze, nawet gdy sprawa na pozór wydaje się przegrana.

Zaufaj kancelarii prawnej Solace i powierz nam swoją sprawę o odszkodowanie

Na rynku odszkodowań nasza kancelaria Solace działa już od kilkunastu lat. Pomogliśmy dziesiątkom klientów uzyskać wyższe odszkodowania niż podejrzewali, że im się należą. Wiemy, jak prowadzić negocjacje, jakich używać narzędzi i jak rozmawiać z ubezpieczycielami. Pamiętaj, że walka o odszkodowanie nie musi być samotną wędrówką. Możemy Ci realnie pomóc. Zgłoś się do nas, a za darmo przeanalizujemy Twoją sprawę. Wskażemy szanse i potencjalne ryzyka. A jeśli zlecisz nam poprowadzenie Twojej sprawy, to na nasze wynagrodzenie zapracujemy sami – dostajemy je dopiero, jeśli sprawa zakończy się sukcesem.

    Jesteś poszkodowany?

    Sprawdź za darmo, jaka kwota Ci się należy!

    Twoje dane są szyfrowane

    Skontaktuj się
    z nami i rozpocznijmy współpracę

    Skontaktuj się