W garażu domu jednorodzinnego stały dwie perełki motoryzacji: przedwojenny kabriolet i sportowe coupé z lat 70. Był lipcowy dzień i właściciel aut w najśmielszych snach nie przypuszczał, że za chwilę lata jego pracy nad zabytkowymi autami pójdą na marne. Wystarczyła pęknięta rura w miejskiej sieci wodociągowej. Woda wdarła się do piwnic i garażu. W kilka minut poziom podniósł się do ok. 50 cm. Kiedy woda opadła, na poszyciach pojazdów widać było już pierwsze ogniska korozji, drewniany szkielet drzwi zdeformował się, a tapicerka i elementy poniżej „linii zalewowej” nadawały się wyłącznie do wymiany. Pierwsza myśl właściciela: czy dostanę odszkodowanie za zalanie zabytkowych aut?
Gdy pół metra wody spotyka 90 lat historii
Właściciel pojazdów – kolekcjoner – od miesięcy prowadził renowację. Karoserie były już po pracach blacharsko-lakierniczych, odtłuszczone, zabezpieczone podkładem epoksydowym i gotowe do finalnego lakierowania. W jednej chwili marzenie o powrocie na drogi zamieniło się w problem z ubezpieczycielem. Nasz klient nie spodziewał się, że odzyskanie ubezpieczenia z tytułu odszkodowania za zalanie zabytkowych aut zajmie mu półtora roku. I to tylko dlatego, że ostatecznie nie musiał iść do sądu. Na szczęście w porę zgłosił się do naszej kancelarii prawnej Solace. Gdyby nie to, kto wie, jak długo trwałoby całe postępowanie i jakie ostatecznie odszkodowanie by otrzymał.
Im szybciej rozpoczniemy współpracę, tym większą będziesz mieć szansę na wypłatę pełnego odszkodowania.
Rozmiary szkody były ustalane stopniowo
W postępowaniu likwidacyjnym o odszkodowanie ubezpieczyciel najczęściej stopniuje wypłaty z tytułu szkody. W pierwszej kolejności nakazuje zebrać i przedstawić niezbędną dokumentację. Po zgłoszeniu naszego klienta do ubezpieczyciela, otrzymał on listę dokumentów, które musi przedstawić celem rozpatrzenia przez ubezpieczyciela rozmiaru szkody. Były to informacje dotyczące:
- szczegółowego wykazu zalanych ruchomości z podaniem daty zakupu i ich wartości,
- opinii serwisu o przyczynach uszkodzenia i kosztach naprawy uszkodzonego mienia,
- dokumentacji fotograficznej potwierdzającej zakres uszkodzeń bezpośrednio po stwierdzonym zdarzeniu (o ile wystąpiły widoczne ślady + foto tabliczek znamionowych – oznaczeń identyfikujących urządzenie),
- ekspertyz serwisu odnośnie zakresu i przyczyn uszkodzenia oraz kosztów naprawy (opinia serwisu winna zawierać: marka, model, rok produkcji, stwierdzone uszkodzenia) – zdjęcia o ile są widoczne uszkodzenia, przyczynę uszkodzenia, koszt naprawy, wartość rzeczywistą urządzeń,
- akt własności lub umowę najmu.
W tym przypadku najszybciej można było ustalić szkody z tytułu zalania pomieszczeń piwnicy oraz sprzętu, który się tam znajdował. Oprócz zabytkowych aut były to silnik, agregat prądotwórczy, meble warsztatowe, piec CO, części samochodowe oraz narzędzia elektryczne. Decyzja o wypłacie odszkodowania za te rzeczy zapadła dość szybko, bo “już” miesiąc po zalaniu.
Przebieg postępowania likwidacyjnego – jak wygląda praktyka ubezpieczyciela
Do najbardziej popularnych należy przedłużanie procesu likwidacyjnego i wypłacanie odszkodowania „po kawałku” licząc po trochu, że ubezpieczony się zniechęci i zadowoli tym, co dostał. Wielu poszkodowanych, szczególnie tych, którzy nie mają po swojej stronie kancelarii prawnej, faktycznie tak postępuje. Ci zmotywowani walczą na własną rękę, często tracąc czas i pieniądze na własne naprawy, jednak nie zawsze osiągają zadowalające wyniki.
Część klientów przychodzi do nas – stajemy się wtedy bardzo niewygodnym partnerem do rozmów dla ubezpieczyciela. To jednak pozwala nam uzyskiwać naprawdę realne odszkodowania dla naszych klientów.
- Walczymy o 4-krotnie wyższe odszkodowanie za pożar kurnika fermowego
- Pomogliśmy aż 11 członkom rodziny wywalczyć odszkodowanie za śmierć krewnej w wypadku
- Pomogliśmy uzyskać ponad 150 tys. zł. odszkodowania za śmierć męża
Zgłoszenie i pierwsza decyzja – zaniżenie „na start”
Po zgłoszeniu szkody ubezpieczyciel wydał pierwszą decyzję. Na jej podstawie wypłacił naszemu klientowi kilka tysięcy złotych. Kwota obejmowała porządki po zalaniu i proste czynności. O odszkodowaniu za zalanie zabytkowych aut nie było jeszcze mowy. Widząc, w którą stronę zmierza postępowanie ubezpieczyciela, poszkodowany zamówił i przygotował własny kosztorys dotyczący na razie wyłącznie szkód, za które otrzymał kilka tysięcy złotych. Według tego kosztorysu, zakres szkód był ponad 6-krotnie wyższy. W tym czasie poszkodowany wciąż czekał na wycenę szkód zabytkowych aut.
Wezwanie do zapłaty i reklamacja
Przygotowaliśmy wezwanie do zapłaty z pełnym kosztorysem i dokumentacją fotograficzną, wyceną szkody mienia. Wskazaliśmy, że klient nie odlicza VAT, więc rozliczenie musi nastąpić w wartościach brutto. Zażądaliśmy również odsetek ustawowych – upłynęło już więcej niż 30 dni od zgłoszenia. W wezwaniu domagaliśmy się wyrównania odszkodowania do kwoty, która wynikała z zamówionego kosztorysu. W drugiej decyzji ubezpieczyciel uwzględnił nasze żądanie i klientowi ponownie „skapnęło” dalsze odszkodowanie – tym razem już na kilkadziesiąt tysięcy złotych.
„Gra na czas”: przekazanie do zewnętrznego eksperta
W końcu nasz klient otrzymał wycenę szkód zabytkowych aut. Wynosiła ona ponad 100 tys. zł. Opinia ta została przedstawiona ubezpieczycielowi wraz z wezwaniem do wypłaty odszkodowania za tę część szkód. Co zrobił ubezpieczyciel?
Po blisko dwóch miesiącach od zgłoszenia przekazał sprawę do firmy zewnętrznej „wyspecjalizowanej w pojazdach kolekcjonerskich”. Z formalnego punktu widzenia można tak zrobić, ale mieliśmy wrażenie, że ta sprawa nie będzie miała końca. Od tej chwili pilnowaliśmy terminów i składaliśmy kolejne pisma ponaglające oraz skargi do ubezpieczyciela na przewlekłość postępowania likwidacyjnego. Od momentu zgłoszenia ubezpieczycielowi tej części roszczenia do czasu wydania decyzji minęło prawie 5 miesięcy.
Kolejne wypłaty – w ratach i z brakami
Raport eksperta ubezpieczyciela oszacował odszkodowanie za zalanie zabytkowych aut na kwotę o połowę niższą, niż wynikało to z opinii ekspertów poszkodowanego. Dopiero po zakończeniu tej części przeprawy z ubezpieczycielem nasz klient otrzymał większe odszkodowanie – odpowiadające kwocie określonej przez eksperta ubezpieczyciela. Wciąż jednak musieliśmy dopraszać się o wypłatę należnych kwot z tytułu nienależnie odliczonego VAT (ponad 15 tys. zł) oraz odsetek ustawowych za opóźnienie (ponad 20 tys. zł), których ubezpieczyciel nie chciał zapłacić.
Twarde negocjacje i korzystna ugoda
Po serii pism i reklamacji, ubezpieczyciel dopłacił kwotę za nienależnie odliczony podatek VAT, a co do pozostałych roszczeń zaproponował ugodę. Zgodził się zapłacić odsetki ustawowe, pod warunkiem, że strony zgodzą się, że cała wypłacona przez ubezpieczyciela kwota wypełnia roszczenia naszego klienta. Z racji tego, że łączne odszkodowanie wypłacone poszkodowanemu wyniosło ponad 130 tys. zł, zgodził się on na ugodę, która zakończyła to postępowanie.
Dlaczego ugoda w tej sprawie była dla naszego klienta?
Bo skraca czas i domyka spór co do już uzyskanych kwot odszkodowania. Choć w tej sprawie wycena ekspertów co do odszkodowania za zalanie zabytkowych aut różniła się, to zawarcie ugody dawało poszkodowanemu korzystne warunki finansowe i czasowe. Jednocześnie uniknął on w ten sposób ryzyka wdawania się w potencjalnie długie, kosztowe i niepewne postępowanie sądowe.
Dlaczego koszt renowacji zabytkowych aut jest tak wysoki?
Każda sprawa jest inna, ale w tym przypadku właściciel zabytkowych aut poczynił już sporo prac na rzecz ich naprawy, bo chciał wyjechać nimi na ulicę. Woda zniweczyła ten cel. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jakiego rodzaju szkody wywołuje to w renowacji zabytkowych aut.
- Karoseria i płyta podłogowa Po wcześniejszych pracach blacharsko-lakierniczych, pokryte podkładem epoksydowym, wymagały ponownej obróbki i zabezpieczenia.
- Stelaże stalowe foteli i sprężyny Wymagały czyszczenia strumieniowo-ściernego (piaskowania), a następnie lakierowania proszkowego.
- Tapicerka Włóknina („trawa morska”) i elementy z płyt pilśniowych nadawały się wyłącznie do wymiany.
- Części galwanizowane Przechowywane były poniżej linii zalewowej (dekle felg, listwy, atrapa) i doznały trwałego uszkodzenia powłok po długim kontakcie z wodą.
- Elementy eksploatacyjne Znajdowały się także poniżej poziomu zalania (bębny, łożyska, linki, napęd). Konieczny był demontaż, weryfikacja, czyszczenie i zabezpieczenie antykorozyjne.
- Drewno (szkielety drzwi, panele) Elementy te uległy deformacji, konieczna była praca rzemieślnicza i dopasowanie „na miarę”.
Podsumowanie
Sprawa naszego klienta zwraca uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze – odszkodowanie za zalanie zabytkowych aut to osobna liga. Koszty przywrócenia do stanu sprzed szkody plasują się na zupełnie innych wartościach niż standardowe odszkodowanie za zalanie. Plusem jest to, że jak najbardziej można otrzymać od ubezpieczyciela odszkodowanie za zalanie zabytkowych aut.
Po drugie – determinacja i postępowanie krok po koku zgodnie z wypracowaną przez naszą kancelarię prawną Solace procedurą dają efekty. Ponaglenia, skargi i reklamacje sprawiły, że choć odszkodowanie „skapywało” naszemu klientowi, to ostatecznie był on zadowolony z wypłaconej kwoty, za którą mógł zacząć pracować nad przywróceniem zabytkowych aut do życia.
Po trzecie – jeśli czeka Cię spór z ubezpieczycielem po zalaniu pojazdu zabytkowego, nie zaczynaj go sam. Pomożemy Ci zaplanować strategię, skompletować dowody, policzyć koszty i przeprowadzić negocjacje lub spór.
