- Na taką falę powodziową nie można się przygotować
- Wody Polskie za powódź nie odpowiadają
- Nawet mała powódź wywołuje wielkie szkody
- Dokumentacja i wycena szkód - najważniejszy etap po zalaniu!
- Likwidacja szkody - postępowanie z ubezpieczycielem
- Negocjacje ugodowe z ubezpieczycielem - pozytywna decyzja dla obu stron
- Skorzystaj z kilkunastu lat doświadczenia kancelarii prawnej Solace - to się opłaca
W tym artykule:
We wrześniu 2024 roku niż genueński „Boris” spowodował ekstremalne opady deszczu w Europie Środkowej. W ciągu 5 dni w południowo-zachodniej Polsce spadło tyle deszczu, ile zwykle, na przestrzeni ostatnich 20 lat, padało w ciągu 3 miesięcy. Siłę żywiołu poczuli nasi klienci, którym fala powodziowa wlała się do piwnicy, a elewację zewnętrzną domu zalała na poziomie ok. 1,5 metra. Dom stał w wodzie przez 5 dni, zanim możliwe było jego sprzątanie i osuszanie. Szkody sięgnęły 130 tysięcy złotych. Oto historia, jak pomogliśmy klientom uzyskać należne im odszkodowanie. To jest historia ze szczęśliwym zakończeniem.
Na taką falę powodziową nie można się przygotować
Woda padała niezmiennie przez kilka dni i wydawało się, że nigdy nie ustanie. Przewidywano lokalne podtopienia i sąsiedzi na osiedlu zaczęli przygotowywać się na najgorsze. Gdy dziś patrzą na tamte przygotowania, te kilka worków ułożonych pod bramą garażową i na zjeździe do garażu wydają się wręcz komiczne. Bo gdy przyszła fala powodziowa, woda sięgnęła półtora metra po zewnętrznej elewacji domu. Bez trudu wlała się do piwnicy, zalewając wszystko prawie po sufit, zostawiając pół metra szlamu odnotowanego potem w protokole oględzin. Jednak ani opis ani zdjęcia nie odzwierciedlają lęku naszych klientów-seniorów, którzy musieli patrzyć, jak woda zalewa ich dom. Nie wiedzieli wtedy, jak dużo przyjdzie im zapłacić za remont.
Wody Polskie za powódź nie odpowiadają
Roszczenie o odszkodowanie zgłoszone do ubezpieczyciela Wód Polskich nie przyniosło skutku. Dopiero w takich realnych sytuacjach jak powódź okazuje się, jak bezskuteczne dla poszkodowanych są polisy przedsiębiorstw państwowych. Odpowiedź ubezpieczyciela była dość prosta i wymowna. Odszkodowanie należałoby się, gdyby Wody Polskie jako ubezpieczony zawinił – czyli nie dopełnił swoich obowiązków lub był bierny w sytuacji, gdy trzeba było działać. Tymczasem na całym obszarze wystąpiła powódź. Jako taka, zgodnie z OWU ubezpieczyciela, uznana została za siłę wyższą, a siła wyższa wyłącza w tym przypadku działanie ubezpieczenia.
„Wystąpiła powódź zgodnie z art. 16 pkt. 43 prawa wodnego. Miało to znamiona siły wyższej – definiuje się ją jako zjawisko zewnętrzne, nieuchronne, którego nie można było przewidzieć ani mu zapobiec. Za siłę wyższą uznaje się zdarzenia o przyczynach naturalnych, czyli klęski żywiołowe takie jak powodzie, huragany, trzęsienia ziemi oraz akty sił, czyli zdarzenia o charakterze politycznym, taki jak wojny, stany wojenne czy zamieszki. Przyczyną powstałej szkody były więc nagłe i nieprzewidziane warunki atmosferyczne powodujące ponadnormatywne opady deszczu i w konsekwencji wylanie rzek, na które ubezpieczony nie miał wpływu. Tym samym nie można przypisać odpowiedzialności PGW WP za szkody wywołane powodzią.”
– fragment uzasadnienia odmowy wypłaty odszkodowania przez ubezpieczyciela Wód Polskich
Skoro nie można było przypisać Wodom Polskim odpowiedzialności za szkody, poszkodowani zgłosili szkodę do swojego ubezpieczyciela z polisy majątkowej na dom.
- Co zrobić, gdy Ubezpieczyciel nie chce wypłacić Ci pełnego odszkodowania za zalanie domu lub mieszkania?
Nawet mała powódź wywołuje wielkie szkody
Powódź, choć zalała „tylko” piwnicę, poczyniła ogromne szkody. Już pierwsza, wstępna lista szkód zajmowała kilkadziesiąt pozycji, a były to tylko rzeczy ruchome. Szkody budowlane znacznie przekraczały tę wartość.
- Zniszczenia ruchomości Brama garażowa z drzwiami została całkowicie zniszczona. Wskutek namoczenia do użytku przestały nadawać się okna i drzwi wewnętrzne. Namokły i spęczniały wszystkie meble kuchenne, szafy, komody, stół i krzesła. Dla poszkodowanych nie była to tylko piwnica - urządzili w niej pomieszczenie letniej kuchni i jadalni ze spiżarką. Mieli tam także warsztat i garaż oraz pomieszczenia magazynowe. Trzymali narzędzia i ubrania, które po powodzi do niczego się już nie nadawały. Stracili nożyce elektryczne, dmuchawy, wiertarki, szlifierki i wiele innych narzędzi. Uszkodzeniu uległy piece węglowy i gazowy oraz dębowe schody prowadzące z piwnicy na piętro.
- Zniszczenia budowlane Roboty porządkowe były tylko wisienką na torcie. Najgorsze było dopiero przed nimi. Skalę prac obnażył kosztorys budowlany. Rozbieranie posadzek z płytek, dezynfekcja powierzchni, gruntowanie podłoży, uzupełnienie tynków wewnętrznych, malowanie, wymiana bramy garażowej, kucie ościeżnic, wymiana prysznica z brodzikiem, osuszanie, odsysanie zalegającej wody z warstw izolacji, ozonowanie, naprawa schodów drewnianych, wymiana lamp, okien i piecy - to tylko niektóre z pozycji do zrobienia.
- Lęk i przeżycia których nie da się wycenić Jakąkolwiek dokumentację można było zrobić dopiero po zejściu wody. Dopiero wtedy ukazała się skala zniszczeń i strat. Zdjęcia nie oddają jednak skali problemu. Nie widać na nich dającej się wszechobecnie odczuć wilgoci i stęchłego zapachu, którego pozbyć się można jedynie poprzez specjalistyczne osuszanie. Zapach i widok szlamu i mułu na długo zostanie w pamięci poszkodowanych.
Dokumentacja i wycena szkód – najważniejszy etap po zalaniu!
Powódź miała miejsce w połowie września. Dopiero w połowie października dokonano oględzin i spisano protokół. Protokół potwierdził, że fala powodziowa zalała dom na wysokości całej piwnicy oraz do ostatniego stopnia klatki schodowej. Wszędzie było pełno mułu – zalegał do wysokości pół metra. Całe wyposażenie piwnicy było uszkodzone. Podobnie elewacja do wysokości 1,5 metra. Już z tego protokołu wynikało, że same roboty budowlane będą opiewać na 120 tys. zł. Kolejne ponad 40 tys. zł to wartość utraconego wyposażenia.
Likwidacja szkody – postępowanie z ubezpieczycielem
Ubezpieczyciel dość szybko wypłacił zaliczkę w wysokości kilkunastu tysięcy złotych. W drugiej połowie listopada, a więc ponad dwa miesiące po powodzi, ustalił należne odszkodowanie na 23 tys. zł, z których potrącił wypłaconą już zaliczkę 15 tys. zł. Odszkodowanie to obejmowało głównie mienie ruchome oraz naprawy wynikające z pierwszego kosztorysu remontowo-budowlanego. Oczywistym było, że odszkodowanie zaproponowane przez ubezpieczyciela nie pokrywa wszystkich należnych strat. Stanęliśmy po stronie klientów i podjęliśmy dialog z ubezpieczycielem.
Od pierwszej decyzji o odszkodowaniu składamy reklamację
Pierwszym krokiem, gdy otrzymuje się decyzję ubezpieczyciela, która nie pokrywa pełnego odszkodowania, powinno być złożenie reklamacji. Tak też zrobiliśmy w tej sprawie. W lutym kolejnego roku złożyliśmy reklamację i wezwaliśmy ubezpieczyciela do dopłaty ponad 100 tys. złotych bezspornego odszkodowania wraz z odsetkami za opóźnienie. Odsetki takie należy liczyć od 30-go dnia po zgłoszeniu szkody do dnia zapłaty.
W reklamacji podnosiliśmy, że decyzja o przyznaniu jedynie nieco ponad 23 tys. zł odszkodowania jest błędna. Bezsporny koszt prac remontowych był wyższy niż ustalony przez ubezpieczyciela i w rzeczywistości opiewał na ponad 130 tys. zł kosztów prac, które trzeba wykonać, aby przywrócić dom do stanu sprzed powodzi.
Od drugiej decyzji o odszkodowaniu ponownie składamy reklamację
Prawie 2 miesiące od złożenia reklamacji doczekaliśmy się odpowiedzi ubezpieczyciela. Była częściowo pozytywna. Ubezpieczyciel uznał nasze roszczenie do wysokości 90 tys. zł i po odjęciu kwoty odszkodowania już wypłaconej poszkodowanym, przelał na ich rachunek kwotę dopłaty na prawie 70 tys. zł. Wciąż jednak brakowało kilkudziesięciu tysięcy do pełnego odszkodowania. Nie składaliśmy broni.
W lipcu otrzymaliśmy nowy kosztorys budowy oraz kosztorys elewacji. Potwierdził on wcześniejsze wyliczenia. Łączna wartość odszkodowania dla poszkodowanych powinna oscylować w granicach 140 tys. zł. Na podstawie naszej kolejnej reklamacji ubezpieczyciel wyszedł z inicjatywą ugody. Rozpoczęły się negocjacje ugodowe.
Negocjacje ugodowe z ubezpieczycielem – pozytywna decyzja dla obu stron
W tym przypadku sprawa zakończyła się pozytywnie. Strony doszły do porozumienia. Przy czym na skutek negocjacji ugodowych poszkodowani otrzymali od ubezpieczyciela dwukrotnie większą dopłatę niż początkowo proponowana przez niego w odpowiedzi na reklamację. Strony zgodziły się w ugodzie, że łączne odszkodowanie w tej sprawie wyniosło prawie 130 tys. zł. Ubezpieczyciel wypłacił dopłatę do wcześniejszych kwot, które otrzymali od niego poszkodowani. Ci zaś mogli w dość krótkim czasie zakończyć remont. Dość krótkim, ponieważ cała procedura trwała „tylko” rok od momentu, gdy powódź zalała dom. Gdyby sprawa została skierowana na drogę sądową, poszkodowani na dopłatę odszkodowania mogliby prawdopodobnie czekać nawet kilka lat.
Skorzystaj z kilkunastu lat doświadczenia kancelarii prawnej Solace – to się opłaca
Dzięki wsparciu naszej kancelarii prawnej Solace, poszkodowani nie zostali osamotnieni w swojej walce o odszkodowanie. Mając na głowie masę problemów związanych z remontem domu, mogli spokojnie powierzyć nam formalności i prowadzenie tej sprawy. Dzięki reklamacjom, które składaliśmy do ubezpieczyciela, udało się uzyskać wielokrotnie wyższe odszkodowanie niż pierwotnie przez niego proponowane.
Bardzo przydało się tu nasze doświadczenie, znajomość procedury, wiedza, czego poszkodowani mogą się domagać i na jakich zasadach. Jednym słowem – doświadczenie w obsłudze kilkudziesięciu tysięcy klientów przez ostatnie kilkanaście lat daje nam przewagę w relacji z ubezpieczycielami, niż gdy poszkodowani muszą walczyć sami.
Masz podobny problem? Zalanie, pożar, szkoda komunikacyjna? Skontaktuj się z nami i sprawdź, jak możemy Ci pomóc. Za darmo przeanalizujemy Twoją sprawę i pomożemy Ci ustalić dalszą ścieżkę postępowania. Pamiętaj, że w przypadku kłopotów z ubezpieczeniem nie trzeba działać samemu. Swoją sprawę powierz profesjonalistom, którym możesz zaufać.
