- Niespodziewane zagrożenie na drodze i wjechanie autem w drzewo – co się wydarzyło?
- Dwa miesiące ciszy, potem bezzasadna odmowa wypłaty odszkodowania z AC
- Przedstawiliśmy 3 argumenty, które obaliły twierdzenia ubezpieczyciela
- Przygotowaliśmy się na dalsze kroki, ale ubezpieczyciel zaproponował ugodę
- Pełen sukces: prawie 115 tysięcy złotych w zaledwie miesiąc od zgłoszenia się po pomoc do naszej kancelarii
W tym wpisie:
Pan Adam jechał z dozwoloną prędkością, zachowując zasady bezpieczeństwa na drodze. Nie uchroniło go to jednak przed zderzeniem z drzewem. Samochód znajdował się w na tyle złym stanie, że trzeba było wezwać pomoc drogową. Pan Adam sądził, że szkodę pokryje wykupione ubezpieczenie AC. Zakład ubezpieczeń był jednak innego zdania. Odmówił wypłaty jakichkolwiek pieniędzy. Twierdził, że nie ponosi odpowiedzialności ze względu na stan techniczny pojazdu. Nie wiedząc, co zrobić, właściciel pojazdu zgłosił się do naszej kancelarii. A kiedy Solace włączyło się do sprawy, wystarczył zaledwie miesiąc, by na konto poszkodowanego wpłynęło prawie 115 tysięcy złotych. I to bez konieczności toczenia sporu w sądzie.
Niespodziewane zagrożenie na drodze i wjechanie autem w drzewo – co się wydarzyło?
Była połowa 2025 roku. Pan Adam właśnie jechał samochodem, który pożyczył od kolegi. Na drodze panowały dobre warunki, a kierowca przestrzegał ograniczeń prędkości i zachowywał zasady bezpieczeństwa na drodze.
Kiedy pan Adam mijał pieszego będącego akurat na spacerze z psem, zwierzę nieoczekiwanie skoczyło w stronę auta. Kierowca zareagował instynktownie. By uchronić się przed wypadkiem, odbił gwałtownie na bok. W efekcie nie potrącił pieszego ani jego psa. Sam nie miał jednak tyle szczęścia, bo skręcił prosto na drzewo.
Panu Adamowi wprawdzie nic się nie stało. Tego samego nie dało się jednak powiedzieć o samochodzie. Auto na tyle mocno uderzyło w drzewo, że konieczne okazało się wezwanie pomocy drogowej. Do tego doszedł stres związany z koniecznością zadzwonienia do właściciela auta – kolegi pana Adama. Ten doszedł do wniosku, że skoro ma AC, łatwo uzyska odszkodowanie za wypadek z uszkodzeniem samochodu. Szybko okazało się jednak, że był w błędzie, a ubezpieczyciel tak łatwo nie wypłaci pieniędzy z polisy.
Dwa miesiące ciszy, potem bezzasadna odmowa wypłaty odszkodowania z AC
Przez ponad dwa miesiące od zgłoszenia właściciel auta nie otrzymał od ubezpieczyciela żadnej informacji. Żadnej decyzji, żadnego wyjaśnienia, żadnego kontaktu. Dopiero po wysłaniu maila z pytaniem o rozwój sytuacji, ubezpieczyciel wydał decyzję. Jednak nie taką, jakiej oczekiwał właściciel AC.
Ubezpieczyciel doszedł do wniosku, że nie ma obowiązku wypłacić jakiegokolwiek odszkodowania. Powołał się na OWU i wskazał, że zgodnie z postanowieniami ogólnych warunków ubezpieczenia nie musi wypłacać pieniędzy z polisy, gdy pojazd nie był sprawny technicznie.
Rzecz w tym, że za niesprawność zagrażającą bezpieczeństwu ubezpieczyciel uznał usterki związane z czujnikiem zderzeniowym układu ochrony pieszych. Mówiąc jeszcze prościej: samochód nie wykrywał i nie informował prawidłowo o potencjalnym pieszym lub innym obiekcie znajdującym się blisko pojazdu.
Przedstawiliśmy 3 argumenty, które obaliły twierdzenia ubezpieczyciela
W grudniu 2025 roku Solace włączyło się do sprawy. Przeanalizowaliśmy warunki OWU, okoliczności zdarzenia i treść decyzji ubezpieczyciela. Szybko doszliśmy do wniosku, że odmowa wypłaty odszkodowania z AC była w tym przypadku bezzasadna.
Z tego powodu przygotowaliśmy wezwanie do zapłaty, w którym domagaliśmy się odszkodowania dla naszego klienta. Jednocześnie obaliliśmy też twierdzenia ubezpieczyciela. Znaczenie miały tu 3 argumenty.
1.Odmowa wypłaty odszkodowania z AC a ciężar dowodu
Jeśli ubezpieczyciel twierdzi, że pojazd był niesprawny i że miało to realny wpływ na powstanie szkody – to on musi to udowodnić. Nie wystarczy odwołać się do wykrytych usterek. Konieczne jest wykazanie związku przyczynowego między tymi usterkami a zdarzeniem. Tego ubezpieczyciel nie zrobił w tej sprawie.
2.Charakter stwierdzonych usterek tak naprawdę nie zagrażał bezpieczeństwu
Ubezpieczyciel utrzymywał, że niesprawny radar i czujniki ochrony pieszych miały w tej sytuacji duże znaczenie i zagrażały bezpieczeństwu na drodze. A jak było w praktyce? Tego rodzaju systemy mają zastosowanie przede wszystkim na autostradach, podczas jazdy w kolumnie pojazdów czy w warunkach ograniczonej widoczności. Żadna z tych sytuacji nie wystąpiła w opisanej sprawie.
Zasada interpretacji wątpliwości na korzyść ubezpieczonego
Wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela to wyjątek od zasady ochrony ubezpieczeniowej. Z tego powodu gdy zapisy OWU są niejednoznaczne lub budzą wątpliwości interpretacyjne, muszą być tłumaczone na korzyść konsumenta. W tym konkretnym przypadku trudno było mówić o braku wątpliwości. A skoro nie było pewne, co można uznać za usterkę zagrażającą bezpieczeństwu, rozstrzygnięcie musiało być korzystne dla naszego klienta.
Przygotowaliśmy się na dalsze kroki, ale ubezpieczyciel zaproponował ugodę
Wysyłając wezwanie do zapłaty, Solace jednocześnie przygotowywało się do ewentualnego sporu sądowego. Zbieraliśmy materiały i argumenty, które pozwoliłyby sprawnie złożyć pozew i przeprowadzić postępowanie, gdyby ubezpieczyciel obstał przy swoim stanowisku.
Nasze argumenty już na etapie wezwania do zapłaty były jednak na tyle solidne, że ubezpieczyciel nie zamierzał ryzykować sporem w sądzie. Wiedział, że prawdopodobnie by go przegrał. Zaproponował więc zawarcie ugody.
Pełen sukces: prawie 115 tysięcy złotych w zaledwie miesiąc od zgłoszenia się po pomoc do naszej kancelarii
Propozycja ugody wpłynęła jeszcze w styczniu. Kilka dni później została podpisana. W efekcie właściciel uszkodzonego auta otrzymał 114 700 złotych. Warto zestawić to z punktem wyjścia: ubezpieczyciel przez dwa miesiące w ogóle nie odpowiadał na zgłoszenie, potem odmówił wypłaty. Właściciel auta nie wiedział, czy kiedykolwiek odzyska pieniądze, ale kiedy włączyliśmy się do sprawy, pieniądze szybko wpłynęły na jego konto.
Niestety bezzasadna odmowa wypłaty odszkodowania z AC nie należy do rzadkości. Szczególnie w sytuacji, gdy poszkodowany działa na własną rękę. Nawet jeśli ubezpieczyciel nie ma racji, potrafi przedstawić wiarygodnie wyglądające uzasadnienie. A gdy poszkodowany złoży odwołanie od decyzji – często i tak reklamacja nie zostanie uznana.
Gdy kierowca korzysta ze wsparcia kancelarii jest inaczej. Wtedy prawnicy weryfikują, czy argumentacja ubezpieczyciela rzeczywiście pozostaje zgodna z zapisami OWU i stanem faktycznym. Wskazują wszelkie nieścisłości i przedstawiają trafne argumenty. A to często zwiększa szanse na pomyślne zakończenie sporu jeszcze na etapie przedsądowym.
