- Powódź we wrześniu 2024 niemal doszczętnie zniszczyła dom naszej klientki
- Ubezpieczyciel uznał, że na gruntowny remont po powodzi kobieta potrzebuje zaledwie 22 tysiące złotych
- Miesiące upominania się o pełną dokumentację – częsty scenariusz przy walce o odszkodowanie
- Niezależna wycena kosztów remontu po powodzi przeczyła twierdzeniom ubezpieczyciela
- ażny wybór – ugoda w sprawie odszkodowania za powódź czy walka o swoje prawa w sądzie?
- Dzięki doświadczeniu naszej kancelarii negocjacje przyniosły zamierzony efekt
- Duży sukces – aż 52 tysiące złotych na remont po powodzi bez konieczności toczenia sporu sądowego
W tym wpisie:
Wrześniowe powodzie 2024 roku dotknęły tysiące rodzin w całej Polsce, pozostawiając za sobą zalane domy, zniszczone meble i ogromne straty materialne. Nasza klientka znalazła się w gronie poszkodowanych – jej dom został całkowicie zalany, a ubezpieczyciel zaoferował jedynie 22 tysiące złotych odszkodowania. Dzięki profesjonalnej pomocy naszej kancelarii i umiejętnym negocjacjom ugodowym, ostatecznie otrzymała 52 tysiące złotych – o 136% więcej niż pierwotna oferta. Ta historia pokazuje, że dobra ugoda w sprawie odszkodowania za powódź dla wielu osób może być lepszym rozwiązaniem niż toczenie sporu w sądzie.
Powódź we wrześniu 2024 niemal doszczętnie zniszczyła dom naszej klientki
We wrześniu 2024 roku Polska stanęła w obliczu jednej z największych powodzi ostatnich lat. Nasza klientka, mieszkanka jednego z najbardziej dotkniętych regionów, na własnej skórze odczuła niszczycielską siłę żywiołu. Woda wdarła się do jej domu, nie oszczędzając niczego na swojej drodze.
Skala zniszczeń była ogromna. Panele podłogowe wymagały wymiany, a sama posadzka – gruntownego suszenia. Ściany uległy przemoczeniu aż do wysokości 50 cm. Miejscami konieczne było skuwanie tynku, a nawet rozbieranie konstrukcji, by móc przeprowadzić pełne osuszanie i wyeliminować grzyby, które zdążyły rozwinąć się w zawilgoconych elementach nieruchomości. Całkowitej wymiany wymagały również meble i sprzęt AGD.
Powódź nie oszczędziła także elementów znajdujących się wokół domu, takich jak garaż, altana, a nawet brama wjazdowa. Krótko mówiąc, ze względu na skalę zniszczeń konieczny był generalny remont. Innego zdania był jednak ubezpieczyciel.
Ubezpieczyciel uznał, że na gruntowny remont po powodzi kobieta potrzebuje zaledwie 22 tysiące złotych
Po otrzymaniu zgłoszenia szkody od naszej klientki, zapoznaniu się z rozmiarem szkód i skalą zniszczeń, ubezpieczyciel przedstawił swoją wycenę. Jego zdaniem uzasadnioną kwotą odszkodowania było zaledwie nieco ponad 22 tysiące złotych.
Nie trzeba mieć jakiejkolwiek wiedzy na temat remontów i osuszania pomieszczeń po powodzi, by wiedzieć, że koszt odbudowy gruntownie zniszczonego domu znacznie przekracza tę bardzo niską sumę. Trzeba natomiast mieć już wiedzę – i to dużą – by skutecznie dochodzić swoich praw po otrzymaniu tak zaniżonej wyceny. I to był moment, w którym kobieta zdecydowała, że nie będzie dalej działać na własną rękę. Zamiast tego zgłosiła się po pomoc do naszej kancelarii.
Miesiące upominania się o pełną dokumentację – częsty scenariusz przy walce o odszkodowanie
W pierwszym kroku wystąpiliśmy do ubezpieczyciela o przesłanie pełnej dokumentacji: protokołu z oględzin, kosztorysu szkody oraz kosztorysu weryfikacyjnego. To właśnie punkt wyjścia dla ustalania zakresu szkód – szacowanych wydatków na robociznę, osuszanie pomieszczeń i zakup nowych mebli.
Ubezpieczyciel nie przekazał nam jednak niezwłocznie niezbędnych dokumentów. Mimo że ich sporządzenie należało do jego obowiązków w momencie przyjęcia zgłoszenia. Ograniczał się do przesłania nam krótkiej notatki z opisem szkody. Była ona jednak zdecydowanie niewystarczająca do sporządzenia jakiejkolwiek wyceny, a co za tym idzie – także do przeprowadzenia potrzebnej analizy rzeczywistych kosztów. Dopiero po dwóch miesiącach regularnego wysyłania wiadomosci wreszcie otrzymaliśmy żądane dokumenty.
Niezależna wycena kosztów remontu po powodzi przeczyła twierdzeniom ubezpieczyciela
Ubezpieczyciel przez długi czas zwlekał z przesłaniem pełnej dokumentacji. Z tego powodu w międzyczasie postanowiliśmy uzyskać niezależny kosztorys ofertowy. W ten sposób chcieliśmy ustalić rynkową wartość dokonania remontów.
Ten kosztorys kilkukrotnie przekraczał kwotę ustaloną przez ubezpieczyciela. Właśnie dlatego przedstawiliśmy go zakładowi ubezpieczeń, prosząc, by ustosunkował się do tych obliczeń.
Efekt tej weryfikacji był dla nas pozytywny – ubezpieczyciel musiał przyznać, że jego pierwotna wycena była zbyt niska. Wypłacił naszej klientce kolejne 20 tysięcy złotych. Na ten moment łączna kwota odszkodowania wynosiła więc ponad 40 tysięcy złotych, a tym samym uległa niemal podwojeniu względem pierwotnych ustaleń.
Był to pierwszy mały sukces od momentu sięgnięcia po pomoc naszej kancelarii. Właścicielka zalanej nieruchomości otrzymała kolejną kwotę, którą mogła przeznaczyć na bieżące opłaty remontowe, zamiast pokrywać te koszty z własnej kieszeni. Na tym jednak sprawa się nie skończyła.
Ważny wybór – ugoda w sprawie odszkodowania za powódź czy walka o swoje prawa w sądzie?
Klientce zależało na szybkim zakończeniu sprawy. Jednocześnie nie chciała rezygnować z należnej kwoty i pokrywać różnicy z własnej kieszeni – przez lata opłacała dobrowolne ubezpieczenie nieruchomości i słusznie oczekiwała, że zostanie odpowiednio potraktowana.
W porozumieniu z klientką rozpoczęliśmy negocjacje ugodowe. Ustaliliśmy akceptowalny poziom rekompensaty i przystąpiliśmy do rozmów z ubezpieczycielem, prezentując konkretne i merytoryczne argumenty. Już na początku zaznaczyliśmy, że jesteśmy gotowi bronić roszczenia na drodze sądowej i że mamy mocne podstawy do uzyskania wyższej kwoty.
Dzięki doświadczeniu naszej kancelarii negocjacje przyniosły zamierzony efekt
Nie bez powodu istnieje tak wiele szkoleń i książek dotyczących skutecznych negocjacji. Trzeba mieć wiedzę, doświadczenie i świadomość, jak poprowadzić rozmowy, by zakończyły się sukcesem. Jako kancelaria od lat pomagająca poszkodowanym mamy w tym zakresie doświadczenie i jak przygotować się do tego typu rozmów.
Ważnym krokiem jest dopracowanie pierwszej wiadomości z propozycją przystąpienia do ustalania warunków ugody. Tak było i tym razem. Od razu zaznaczyliśmy mocne argumenty przemawiające na korzyść naszej klientki. Naszym celem było pokazanie ubezpieczycielowi, że:
- Dysponujemy szczegółową wiedzą na temat wyceny szkód powodziowych,
- Potrafimy obalić jego argumenty w przypadku procesu sądowego,
- Jesteśmy przygotowani do wywalczenia pełnej kwoty, jeśli nie osiągniemy porozumienia.
Duży sukces – aż 52 tysiące złotych na remont po powodzi bez konieczności toczenia sporu sądowego
Ostateczna ugoda została zawarta na kwotę 52 tysięcy złotych – o 30 tysięcy złotych więcej niż pierwotna oferta ubezpieczyciela. Od początku przedstawiliśmy klientce wszystkie dostępne możliwości i jasno wyjaśniliśmy, z czym każda z nich się wiąże – także pod względem czasu, kosztów i zaangażowania. To poszkodowana podjęła decyzję, którą drogę wybrać. My natomiast zadbaliśmy, by tę decyzję podjęła w pełni świadomie, a potem przystąpiliśmy do działania.
Za cel postawiliśmy sobie wywalczyć jak najwyższą kwotę w ramach przyjętej strategii. I właśnie to zrobiliśmy. Dla kobiety ważne było również uniknięcie stresu i jak najmniejsze zaangażowanie czasowe, a to również okazało się możliwe. To my kontaktowaliśmy się z ubezpieczycielem, wielokrotnie dopominaliśmy się o przesłanie potrzebnych dokumentów i składaliśmy skargi. Zaangażowanie klientki ograniczyliśmy do minimum.
Dzięki wsparciu naszej kancelarii kobieta nie tylko odzyskała należne jej środki, ale też uniknęła stresu, przeciągających się procedur i konieczności samodzielnego prowadzenia rozmów z ubezpieczycielem. Zamiast mierzyć się z tym wszystkim sama – zaufała nam. Efekt? Większe odszkodowanie, szybszy remont i spokojne zamknięcie trudnego rozdziału.
